Zagłębie Steelers z historycznym awansem

28 maja 2018

W minioną niedzielę w Będzinie, miejscowi Hutnicy podejmowali Kraków Tigers w meczu o zapewnienie sobie awansu do fazy playoffs. Wygrana nad krakowianami dawała gospodarzom pewne pierwsze miejsce w grupie południowe i pierwszy, historyczny awans do rundy Dzikich Kart w najwyższej klasie rozgrywkowej PLFA.

Tegoroczna historia Zagłębia Steelers w Toplidze z powodzeniem mogłaby być świetnym scenariuszem na film. Sezon rozpoczęty z bilansem 0-2, brakiem optymistycznych przesłanek na dalszą część sezonu, przez bezproduktywną formację ofensywną. Aż w końcu pierwszy mecz z Kraków Tigers, gdzie w drugiej połowie nagle, kolejne dobierane części układanki zaczęły powoli układać się w całość. Podbudowani swoim pierwszym zwycięstwem zaczęli jeszcze ciężej pracować, znajdować swoje najmocniejsze punkty i eliminować słabsze. W końcu przyszło drugie zwycięstwo z Młotami, odrobione straty z pierwszego starcia i okazja, by – wydawać się mogło – sezon, który miał być nauką, bezcennym doświadczeniem, przetarciem dla nowych fundamentów, zamienić w historyczny sukces.

Zwycięstwo z Tygrysami – po porażce Hammers z Mustangs w Płocku – zapewniło Hutnikom pierwsze playoffs na najwyższym szczeblu rozgrywkowym PLFA od 2008 roku. Dokonali tego w najlepszy możliwy sposób, bo nie pozostawiając najmniejszych wątpliwości, kto w tym pojedynku był lepszy. Po raz kolejny – kiedy Tygrysy wychodzą na boisko – pierwsza kwarta okazała się kluczową w kontekście końcowego rezultatu. Krakowianie nadal zmagają się z problemem w koncentracji w początkowych fazach spotkania, co przekłada się na szybką stratę przyłożeń, którą później niezwykle trudno jest odrobić. Już w pierwszej akcji meczu Kamil Zięba posłał podanie do Przemysława Kapci, który po 50-jardowym biegu zameldował się w polu punktowym. Gospodarze zapewne sami nie mogli nadziwić się, jak szybko przyszło im się cieszyć z pierwszych punktów i poszli za ciosem. Obrona podaniowa Tigers, to z pewnością priorytetowy element na liście szkoleniowców do poprawy, w trakcie kolejnego sezonu przygotowawczego.

Atak przyjezdnych, podobnie, znów nie potrafił odnaleźć rytmu, regularności w zagraniach, co pozwoliłoby zdobywać teren. Jedynie Adrian Pomietło potrafił odebrać kilka piłek posyłanych przez rozgrywającego, lecz reszta czasami zachowywała się, jakby nie wiedziała co zrobić w danym momencie. Co więcej, w trakcie odkopywania piłki nie potrafili wytrzymać presji ze strony liniowych defensywnych, doprowadzając do zablokowania futbolówki, a następnie odzyskania ją w polu punktowym przez Mateusza Sobalę. Nie mniej, Bogdan Langner czy Kamil Duda starał się zaskakiwać rywala swoimi niesygnalizowanymi biegami, ale zazwyczaj były to zdobycze nie większe niż trzy jardy.

W kolejnych akcjach uwypukliła się następna słabość formacji obronnej gości w tym dniu. Do tej pory, zabezpieczenie środka pola było ich domeną, lecz i w tym elemencie trenerowi Szczerbie udało się znaleźć sposób, bowiem biegi przez środek egzekwowane przez Hutników za każdym razem znajdowały ujście. Marcin Bratuszewski zanotował kolejny świetny występ, przy jednoczesnym akompaniamencie Roberta Soboty oraz Łukasza Krawczyka. Ten ostatni ustalił wynik po pierwszej kwarcie na 21:0, po efektownym 20-jardowym biegu. Kolejne przyłożenie Przemysława Kapci w drugiej kwarcie, po podaniu Kamila Zięby, tylko pogłębiło frustrację gości, którzy do końca pierwszej odsłony nie potrafili zainicjować większego zagrożenia. Ponadto, 21-latek miał okazję na swoje trzecie przyłożenie, kiedy to przebiegł przez większą część boiska kończąc w końcowej strefie, podczas akcji powrotnej po puntcie. Jednak bezmyślny blok w plecy 18-latka, Filipa Baduraka, pozbawił go tej zdobyczy.

Dopiero po 15-minutowej przerwie i paru męskich słowach szkoleniowca Rafała Kozieła do swoich zawodników, trochę obudziło krakowian. Tak jak w dwóch pierwszych częściach ledwo potrafili zdobyć pierwszą próbę, tak w trzeciej i czwartej udało im się przedostać w okolice 30 jarda przed polem punktowym. Jednak taki stan rzeczy miał swoje wytłumaczenie w licznych zmianach po stronie gospodarzy. Piotr Żero i Maciej Ziętek wchodzili tylko na sporadyczne akcje, podobnie jak Karol Malik, który nadal ma drobne problemy z nadgarstkiem. Dodatkowo, Przemysław Kapacia i Mateusz Mazanka odpoczywali za linią boczną do ostatniego gwizdka. W czwartej kwarcie na rozegranie wszedł nawet trzeci nominalny rozgrywający, Damian Duszyc. Niestety, pomimo kilku sacków ze strony Patryka Kołodzieja, Jakuba Bolanowskiego czy Michała Pecia, ofensywa nie potrafiła odnaleźć skutecznego sposobu, by zbliżyć się w okolice pola przyłożeń.

- Wszystko poszło zgodnie z planem. Jesteśmy zadowoleni z gry obu formacji w pierwszej połowie meczu, kiedy grał pierwszy skład. W drugiej połowie pozwoliliśmy odpocząć zawodnikom z drobnymi urazami i daliśmy ograć się zmiennikom, żeby wszyscy, bez wyjątków, byli gotowi na kolejne mecze. W końcu mamy zbilansowaną ofensywę, co bardzo mnie cieszy, jesteśmy w stanie zaskoczyć i zdobywać punkty oraz pierwsze próby zarówno podaniami jak i biegami. Jednakże daleko nam jeszcze do perfekcji i musimy wciąż pracować nad standardowymi elementami: playbook, czytanie gry i budowanie świadomości boiskowej. Liczę, że wszystko będzie się poprawiało z czasem, efekty pracy i progres widać gołym okiem. Bardzo się cieszę, że udało się wygrać mecz i przypieczętować historyczny awans do fazy play-off, jednak niestety okupiliśmy to urazem naszego obrońcy, Mateusza Sieradzkiego, który jest wyeliminowany do końca sezonu przez złamane kości śródręcza. - podsumowuje Marcel Kramarczyk, trener główny Zagłębia Steelers Interpromex. - Tigers grali bardzo ambitnie, próbowali nas zaskoczyć biegami ich QB oraz podaniami, co kilkukrotnie im się udało. Widać, że również byli dobrze przygotowani taktycznie do meczu. Defensywnie to wciąż ta sama solidna i fizyczna drużyna. - dodaje.

- Musimy pracować nad tym, żeby wchodzić w mecze na odpowiednim poziomie koncentracji, która pozwoli nam na konsekwentną grę i wykorzystywanie błędów przeciwników. Naszą największą bolączką są bloki i jeśli będziemy umieli wypracować lepszą egzekucję tego elementu, to z pewnością atak zacznie zdobywać punkty, co da trochę wytchnienia obronie i mecze będą mniej jednostronne. - mówi o swojej drużynie Rafał Kozieł, trener główny Kraków Tigers. - To, co Steelers zrobili przez ostatnie 2-3 lata zasługuje na duży szacunek. Z drużyny okupującej dolne rejony tabeli weszli na poziom playoff. Gratulacje dla nich, to pokazuje, że w sporcie warto wierzyć, że nie ma sytuacji beznadziejnych i że po burzy zawsze wychodzi słońce. Świetna robota trenera Kramarczyka dała nową wiarę chłopakom z Będzina i osiągnęli duży sukces.

Zagłębie Steelers Interpromex – Kraków Tigers 26:0 (20:0; 6:0; 0:0; 0:0)

I kwarta
6
:0 – przyłożenie Przemysława Kapcia po 50-jardowej akcji po podaniu Kamila Zięby
13:0 – przyłożenie Mateusza Sobali po zablokowaniu kopnięcia i przykryciu piłki w polu punktowym (podwyższenie Michała Kota)
20:0 – przyłożenie Łukasza Krawczyka po 20-jardowej akcji biegowej (podwyższenie Michała Kota)

II kwarta
26:0 – przyłożenie Przemysława Kapcia po 20-jardowej akcji po podaniu Kamila Zięby

MVP meczu: Przemysław Kapcia (Zagłębie Steelers Interpromex)

Widzów na meczu: 150

Jakub Kaczmarek
j.kaczmarek@plfa.pl
Biuro Prasowe PLFA